Wyobraźmy sobie kupca sukiennego, który w XVII wieku wędruje z belą płótna z Gdańska przez Toruń i Warszawę do Krakowa. W każdym z tych miast to samo sukno „kurczy się" albo „rośnie" — bo łokieć gdański miał inną długość niż chełmiński, a krakowski jeszcze inną. Kto mierzył cudzą miarą, ten łatwo tracił. Nic dziwnego, że wzorce miar — żelazne pręty i łokcie — wmurowywano w ściany ratuszy, żeby każdy mógł sprawdzić, czy go nie oszukano.
Do dziś na ścianie ratusza w Chełmnie wisi żelazny pręt z napisem Culmer Ruthe — pręt chełmiński, według którego wytyczano miasta zakładane na prawie chełmińskim (odnowiony przywilej z 1251 roku stał się podstawą lokacji ponad dwustu miast, m.in. Warszawy, Gdańska i Torunia). Ciekawostka techniczna: gdy w 2010 roku wykonywano jego kopię, pomiar wykazał 4,326 m u dołu i 4,330 m u góry — kilkumilimetrowa różnica, którą wzorzec „nabrał" z czasem pod wpływem pogody i nieznanego stopu metalu. Nawet wzorce nie były do końca pewne.
Mit: „każdy król mierzył od własnego ciała"
Najpierw obalmy uporczywą legendę. Opowieść, jakoby każdy władca ustanawiał miary według proporcji swojego ciała, jest przede wszystkim zachodnioeuropejska. Najgłośniejsza jest angielska historia o Henryku I, który jakoby ustalił jard jako odległość od czubka nosa do końca palca wyciągniętej ręki. Rzecz w tym, że jedyna źródłowa wzmianka — u Wilhelma z Malmesbury (Gesta Regum Anglorum, 1125) — mówi tylko o „długości ręki królewskiej" i ani słowem nie wspomina o nosie; ten barwny szczegół dopisano ponad sto lat później.
W Rzeczypospolitej problemem nie było „widzimisię" władcy, lecz zmienność regionalna i nieudane próby unifikacji. Inny był łokieć koronny (krakowski), inny chełmiński, gdański, litewski, warszawski. Kolejne akty prawne próbowały zrobić porządek: konstytucja sejmowa z 1565 roku wprowadziła w całej Koronie łokieć krakowski (zwany koronnym) i nakazała przechowywać wzorce na ratuszach; ustawy z lat 1569, 1588 i 1633 porządkowały miary lokalne; wreszcie sejm konwokacyjny z 1764 roku ustalił tzw. miarę generalną (warszawską), a dla Litwy osobne miary w 1766 roku. Mimo to pełna unifikacja się nie udała — jednostki lokalne trwały uparcie dalej.
Łokieć — od Krakowa po Wilno
Łokieć nawiązywał do długości ręki od stawu łokciowego do końca środkowego palca i dzielił się zwykle na 2 stopy albo 24 cale. W Polsce jego długość mieściła się w przedziale około 57–65 cm, zależnie od regionu i epoki.
| Odmiana łokcia | Długość (cm) | Uwagi |
|---|---|---|
| krakowski (XIII w.) | ok. 64,7 | najstarszy wariant |
| krakowski (XIV w.) | ok. 62,5 | |
| krakowski/magdeburski (XV–XVI w.) | ok. 57,4–58,6 | źródła podają różne wartości |
| chełmiński (poł. XVI w.) | ok. 57,6 | |
| gdański | ok. 57,4–57,8 | wzorzec na ratuszu ok. 57,4 |
| koronny/warszawski (1764–1818) | ok. 59,55 | etalon warszawski = 0,595539 m |
| litewski | ok. 65,0 | Litwini mieli dłuższe łokcie |
| lwowski/galicyjski (1787–1857) | ok. 59,6 | |
| nowopolski (1819–1849) | 57,6 | powiązany z metrem — miary z tego konwertera |
Widać tu dwie prawidłowości. Po pierwsze, łokieć krakowski przez wieki się skracał — od blisko 65 cm w średniowieczu do około 57–59 cm w epoce nowożytnej. Po drugie, różnice bywały niewielkie, a przez to zdradliwe: hamburski łokieć liczył 57,3 cm, a lubecki 57,7 cm, choć oba miasta dzieli tylko około 68 km. O pomyłkę — albo o oszustwo — było łatwo.
Wartości w konwerterze miar staropolskich opierają się na ostatnim, nowopolskim wariancie z 1819 roku (łokieć = 57,6 cm), bo to on jako pierwszy na ziemiach polskich związał dawne nazwy z metrem czystym ułamkiem — dzięki temu w ogóle da się je dziś precyzyjnie przeliczać.
Od cala do stai — drabina dawnych długości
Łokieć nie stał sam. Był środkowym szczeblem uporządkowanej drabiny, w której każda jednostka była wielokrotnością sąsiedniej. W systemie nowopolskim wyglądała ona tak:
| Jednostka | Ile to | Nowopolska długość |
|---|---|---|
| cal | 1/24 łokcia | 2,4 cm |
| stopa | 1/2 łokcia (12 cali) | 28,8 cm |
| łokieć | jednostka bazowa | 57,6 cm |
| sążeń | 3 łokcie | 172,8 cm |
| pręt | 7,5 łokcia | 4,32 m |
Stopa to po prostu połowa łokcia; staropolska (do 1819) miała około 29,78 cm, nowopolska równo 28,8 cm. Sążeń — rozpiętość rozłożonych ramion — liczył trzy łokcie. Pręt (7,5 łokcia) był narzędziem mierniczego: tym samym prętem 4,32 m wytyczano potem pola, a jego kwadrat stał się podstawą miar powierzchni.
Ponad prętem zaczyna się miara, która spędzała sen z powiek każdemu, kto próbował ją ujednolicić. Staje (poprawniej: stajanie) oznaczało i długość, i powierzchnię, i było wyjątkowo zmienne. Jako miara rolna była to długość bruzdy, jaką wół zaorał bez zawracania — odpowiednik angielskiego furlonga. Staje statutowe liczyło 84 łokcie; staropolskie wynosiło zwykle około 134 m, a nowopolskie już około 1067 m. Skąd ta rozpiętość? Bo miara wyrastała z pracy — z tego, ile realnie da się zaorać albo przejechać, a to zależało od gleby, zaprzęgu i okolicy. Według Zygmunta Glogera mila „równa" dzieliła się na 32 staje, a mila „wielka" na 40 — same mile też nie były jednakowe.
Najlepiej „miękkość" dawnych wzorców widać na przykładzie cala. Jeszcze reforma 1764 roku określała go długością 12 ziaren jęczmienia ułożonych w rzędzie. Jak zauważył w 1834 roku Edward Massalski, konstytucja 1565 roku przyjęła łokieć krakowski, „lecz wielkość cala nie była dokładnie oznaczona; mierzono ją bowiem 12 ziarnami jęczmienia". Dopiero łokieć przechowywany w magistracie warszawskim, przyjęty w 1764 roku za etalon, okazał się równy 0,595539 m — „i odtąd aż do r. 1796 łokieć ten był w całej Polsce urzędowym i używanym".
Nie tylko długość
Chaos nie kończył się na łokciach. Zboże, groch i mąkę nie ważono, lecz nasypywano do naczyń — a miara sypka, korzec, była jeszcze bardziej lokalna niż długość: szacuje się, że w średniowieczu na ziemiach polskich stosowano około 300 różnych korców. Korzec krakowski mieścił około 43,7 litra, a warszawski (od 1764) około 120,6 — różnica niemal trzykrotna, a nazwa ta sama. Podobnie było z ziemią: morga oznaczała obszar, jaki jeden zaprzęg zaorał do południa, i w zależności od zaboru wahała się od około 0,26 do 0,71 hektara. Tę historię — miar powierzchni i tego, ile naprawdę kosztuje pomyłka w odczycie morgi — opowiadamy osobno w artykule Morga, akr, hektar.
Miara jako narzędzie władzy
Największy polski badacz tematu, historyk Witold Kula, w książce Miary i ludzie (1970) poświęcił osobny rozdział tezie, że dawne miary były atrybutem władzy — i medium walki klasowej na wsi.
Mechanizm był konkretny. Zboże nasypywano do otwartego naczynia, a wszystko zależało od tego, jak się je nasypywało. Miara „strychowana" (pod strych) była równana z brzegiem specjalnym drążkiem — strychulcem. Miara „czubata" miała górkę. Do tego dochodziła wysokość, z jakiej sypano ziarno: z wysokości ramienia zboże ubijało się gęściej niż z wysokości kolana. Pan, pobierając daniny, brał chętnie miarą czubatą; pożyczał chłopom zboże strychowane, a zwrotu żądał z czubem — czyli „z odsetkami".
Zachował się poruszający ślad takiego sporu. W lustracji województwa krakowskiego z 1789 roku chłopi ze wsi Zederman skarżyli się, że według dekretu zamek powinien pobierać osep „korcem królewskim strychowanym", a bierze „czubatym" — i do tego zabrał wspólny korzec, nie chcąc go oddać, czyli pozbawił wieś możliwości sprawdzenia, jaka miara jest właściwa. Jak podsumowuje Kula: „wszystko sprzysięgało się, by rodzić konflikt o miary".
Jak metr wygrał z chaosem
Idea miary uniwersalnej, „niezmiennej i wiecznie trwałej", pojawiła się już w XVII wieku — i, co ciekawe, jeden z jej pierwszych głosów zabrzmiał w Wilnie, gdzie osiadły w Rzeczypospolitej Tito Livio Burattini w 1675 roku zaproponował metro cattolico. Tę część historii — od wahadła Burattiniego po francuski pomiar południka — opowiadamy w Historii metra. Dla ziem polskich najważniejsze jest to, co stało się później: metryzacja splotła się dramatycznie z rozbiorami, a każdy zaborca narzucił własny system.
- W Królestwie Polskim reforma z inicjatywy m.in. Stanisława Staszica (ukaz z 13 czerwca 1818, obowiązujący od 1 stycznia 1819) wprowadziła system nowopolski, oparty na łokciu warszawskim, ale już powiązany z metrem (łokieć = 57,6 cm). Od 1849 roku wypierały go miary rosyjskie.
- W zaborze pruskim system metryczny wprowadzono najwcześniej — od 1868 roku (w powszechnym użyciu od około 1872).
- W zaborze austriackim — ustawą z 1871 roku, obowiązującą od 1876.
- W zaborze rosyjskim miary metryczne dopuszczono fakultatywnie dopiero w 1899 roku; sama Rosja przeszła na metr w 1918.
Pełne zjednoczenie przyszło z niepodległością. Dekret o miarach z 8 lutego 1919 roku, podpisany przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, był jednym z pierwszych aktów prawnych odrodzonej Rzeczypospolitej — wprowadzał system metryczny i powoływał Główny Urząd Miar (formalnie od 1 kwietnia 1919, od 1922 z siedzibą przy ul. Elektoralnej w Warszawie). Pierwszy dyrektor, dr inż. Zdzisław Rauszer, twierdził, że „miary na równi z alfabetem są podstawą każdej kultury". W 1925 roku Polska przystąpiła do Konwencji Metrycznej. Dawne garnce i korce znikały z targowisk jeszcze latami — inspektorzy odnotowywali ich używanie w handlu długo po tym, jak zostały prawnie zakazane.
Idiom, który przetrwał
Po dawnych miarach został nam nie tylko konwerter. Został też frazeologizm „mierzyć kogoś (coś) własną miarą" — notowany w słownikach jako „sądzić według siebie, oceniać ze swojego punktu widzenia", o rodowodzie biblijnym („jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą"). To jedno z wielu przysłów, które utrwaliły dawną wagę mierzenia: „lepsza miara niźli wiara", „miara we wszystkim potrzebna".
Puenta: rewolucja, której nie widać
Kiedy dziś kupujemy metr kabla, nie zastanawiamy się, czy sprzedawca mierzy „krakowsko" czy „gdańsko". To zdobycz tak głęboka, że stała się niewidzialna. A przecież przez wieki jednakowa miara była marzeniem — i narzędziem sprawiedliwości. Dopóki pan mógł brać daninę korcem czubatym, a oddawać strychowanym; dopóki ten sam łokieć znaczył co innego za każdą rogatką — dopóty miara była bronią. Ujednolicenie miar było więc czymś więcej niż wygodą techniczną: było warunkiem zaufania w handlu i elementarnej uczciwości między ludźmi. Rewolucyjne hasło „jeden król, jedno prawo, jedna waga, jedna miara" okazało się jednym z fundamentów nowoczesnego świata. Metr wygrał nie dlatego, że był francuski, lecz dlatego, że był jeden.
Dalsza lektura
- Witold Kula, Miary i ludzie, PWN, Warszawa 1970 (wznowienie: Książka i Wiedza, 2004) — klasyka o społecznej i politycznej roli miar.
- Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska, Warszawa 1900–1903 — hasła o łokciu, staju i milach.
- Encyklopedia historii gospodarczej Polski do 1945 roku, t. 1–2, Wiedza Powszechna, Warszawa 1981.
- Główny Urząd Miar, Vademecum. Jednostki miar (2022) oraz biuletyn Metrologia i Probiernictwo — dawne wzorce i mit jarda Henryka I.
